|
poniedziałek, 07 stycznia 2008
U nas zawsze wszyscy byli twardzi
Z listów do redakcji (powrot.taty@gazeta.pl ): Bardzo zainteresował mnie cykl wspomnień w Waszej Gazecie na temat OJCÓW. Przeczytałam te felietony z zapartym tchem i pojawiły się w mojej głowie wspomnienia. Coraz bardziej natrętne i zmuszające do podzielenia się nimi. Wreszcie jest okazja. Jest wiele rzeczy, których nie powiedziałam swojemu ojcu. I już nie powiem, bo prawie od trzech lat go już nie ma wśród nas, ale czy gdyby był, to bym mu to powiedziała. Pewnie nie. Mój ojciec był zawsze bardzo ważną osobą. Bardzo ważną i bardzo niedostępną. Dyrektor, inwalida wojenny, działacz społeczny. Wszyscy Go zapraszali na pogadanki, apele, spotkania, defilady i obchody uroczystości. No i jeszcze myśliwy - prezes koła łowieckiego. Codziennie dziesiątki telefonów, wizyty obcych ludzi, którym pomagał. Można było do niego zawsze przyjść ze wszystkimi problemami- ale cudzymi-pomógł, załatwił, na każde wezwanie i telefon. W stanie wojennym wymieniał wódkę i papierosy na kartki z książkami dla mnie, cieszył się, gdy udało się załatwić wełnę do robienia na drutach i środki higieniczne. Wszyscy mi go zazdrościli .W małomiasteczkowej społeczności był postacią . Moją osobę traktował instrumentalnie "tak, tak-córka świetnie się uczy, same piątki". Gdy zdałam na studia powiedział - "dyplom ma już w kieszeni...". Oczywiście go miałam. Cierpliwie czekał na mój pociąg, gdy wracałam ze studiów do domu i po imprezie, abym nie szła sama. Zawsze mylił moich chłopaków, nie temu co trzeba mówił, że mnie nie ma i nie przed tym niewłaściwym zamykał furtkę z ostentacyjna sentencją: "o tej porze nikt porządny do tego domu nie przychodzi". Przed wywiadówką pytał dokładnie, do której klasy chodzę, bo to akurat było nieistotne. Gdy miałam 12 lat stwierdził, że muszę koniecznie nauczyć się strzelać ze sztucera do celu. Wziął mnie na strzelnicę, ramię miałam sine i oczy pełne łez ale się nauczyłam. Nasze rozmowy były czysto praktyczne, co załatwić, kiedy zawieźć mnie gdzieś, lub coś odebrać. Kiedy miał po raz pierwszy przyjechać mój przyszły mąż - uciekł na polowanie i mamie pozostawił ocenę. Kiedy po ślubie spakowałam swoje rzeczy i żegnałam się z rodzicami, po raz pierwszy widziałam jak płakał, mówiąc - "..tracę córkę...". Nie rozumiałam, bo przecież nigdy ze sobą nie byliśmy blisko a chwalić się moimi sukcesami mógł też na odległość. Gdy dzwoniłam do domu i On odebrał telefon szybko mówiłam, że wszystko w porządku i prosiłam o podanie słuchawki mamie. Nie wiedział o moich porażkach, kłopotach i rozterkach. Mama też radziła, że lepiej mu nie mówić. I nie mówiłam... Wnuczki dobre były na odległość, zapisane miał dokładnie daty ich urodzin (moją też) i pedantycznie przestrzegał wysyłania życzeń w rodzinie. Do końca aktywny, ale w swoim świecie, do którego nie mieliśmy ale może i nie chcieliśmy mieć wstępu. Długie lata pisał wspomnienia z partyzantki, gdy w czasie odwilży udało się je wydrukować, dostałam z dedykacją swój egzemplarz. Przeczytałam dopiero po kilku latach... i to swoim dzieciom. Byłam dla niego idealnym dzieckiem, z zaletami dla innych i bez wad. Wszystko w życiu robiłam planowo i we właściwym czasie. Tylko charakter pisma miałam okropny, w odróżnieniu od Jego pięknych, starannych liter. "Ludzi poznaje się po piśmie " - wciąż powtarzał. Może właśnie w tym piśmie był ten mój niepokorny charakter, te błędy o których nie wiedział, te rozterki i brak wiary w siebie. Często zaznaczał: "...pamiętaj, że jesteś z TAKIEGO domu a u nas zawsze wszyscy byli twardzi". Niespodziewanie zachorował, błaha choroba, brat przywiózł go do mnie na podreperowanie zdrowia. Przez telefon mówiłam, żeby wziął ze sobą książki do czytania, które tak bardzo uwielbiał. Ale nie dlatego, żeby miał co czytać. Bałam się, że siedząc godzinami przy jego łóżku nie będę miała O CZYM rozmawiać i tylko milczenie będzie między nami. Następny poranek w szpitalu, miałam gotowy scenariusz pilnej sprawy, która uniemożliwiłaby mi spędzenie z nim kilku godzin - dobre wytłumaczenie krótkiej, rzeczowej rozmowy w stylu "jak się czujesz i czy ci czegoś nie przynieść?". Nad ranem wylew odebrał mu 80 - letnią świadomość. Już nie musiałam wymyślać tematów, udawać rozmowy. Nigdy już mu nie powiem ,że bałam się, że po 40 latach wspólnego życia nie będziemy mieli o czym ze sobą rozmawiać. Tak jak nie rozmawialiśmy chyba nigdy. Na pięknym, wojskowo - myśliwskim pogrzebie znowu wszyscy mi zazdrościli takiego Ojca. Czasem teraz z nim rozmawiam, proszę o pomoc w trudnych sprawach ale nie wiem czy ma dla mnie czas. Mam wrażenie, że nie.... olga
16:31, mwalendziewska ,
Czego nigdy nie powiesz ojcu, choć chciał(a)byś, aby o tym wiedział?
Link Dodaj komentarz »
piątek, 04 stycznia 2008
Po Tobie mam bolesne pamiątki
Z listów do redakcji (powrot.taty@gazeta.pl ): MONICZKA LAT 5 Siedzimy w pokoju, przewracam twarde karty bloku technicznego, w który wkleiłeś własnoręcznie wycięte wierszyki ze świerszczyka, cierpliwie mnie ich uczysz. Mam malutki pokoik z kolorową enerdowską tapetą i pluszowym psem ze Związku Radzieckiego. Bijesz mnie, ale niedużo, najwyżej trzy razy wojskowym skórzanym pasem na tyłek, nikt tego nie widzi więc nie się wstydzę. MONIKA I PIERWSZA KOMUNIA Nie pamiętam, czy coś mówiłeś, czy mi czegoś życzyłeś, zapamiętałam, że uderzyłeś mnie na odlew w twarz. MONIKA LAT 10 Mama pojechała na wakacje stulecia, do ciebie, do Stanów. Moją sześcioletnią siostrę bierze na dwa miesiące babcia. Mnie nikt nie chce. Mama jest zła, wozi prezenty lekarzom i udaje jej się mnie umieścić w prewentorium. Przysłaliście mi śliczne kartki z Waszyngtonu i Disneylandu. Dzieci z prewentorium były z domu dziecka to mi trochę zazdrościły. Monika LAT 15 Od twojego powrotu ze Stanów obrywam coraz mocniej. Zdarza się podbite oko, sine pasy na udach i plecach, nie posyłacie mnie wtedy do szkoły. Najgorsze jest jednak, jak to nazywasz ,lanie w mordę. Masz ręce silne jak cepy, młócisz nimi bez opamiętania i drwisz z moich podniesionych, zasłaniających głowę rąk. MONIKA LAT 18 Mam pociętą głowę, podbite dwoje oczu, i odbitą tapicerkę tapczanu na twarzy. Ale zapamiętałeś moje słowa, wygłoszone ze zbitą butelką w ręce, że jeśli jeszcze raz mnie tkniesz to cię w nocy tą butelką za.....bię. Więcej mnie nie uderzyłeś, przeszliśmy jedynie na wyższy poziom upadlania psychicznego. Na tym można by zakończyć szkic niezapomnianych chwil dzieciństwa z tatą w tle. I gdybym wiedziała, jaka kara spotka cię jeszcze za życia, nie nienawidziłabym cię tak serdecznie. Mieszkasz teraz razem z mamą, która doszczętnie urwała ci jaja. Nie masz przyjaciół, rodzina unika cię jak zarazy, nie masz własnej kasy i miejsca gdzie spokojne położyłbyś głowę. Masz żonę wariatkę, zatruwającą ci życie dzień i noc. Spotykamy się na Wigilii i pogrzebach rodzinnych. Nie chwal się mną, moimi dziećmi, moimi sukcesami, bo to co mam, mam nie dzięki tobie ale mimo ciebie. Czasem wyję na wspomnienie, leczę nerwicę, krzywicę i jeszcze kilka innych pamiątek po tobie. Nie wiem, czy mam siłę nienawidzić cię tak szczerze jak czuję i zmierzyć się twoim niebytem w moim życiu, czy udawać, że tak nie było jak było i mieć choćby podróbkę ojca.
16:18, mwalendziewska ,
Czego nigdy nie powiesz ojcu, choć chciał(a)byś, aby o tym wiedział?
Link Komentarze (3) » Drogi dawco nasienia!
Z listów do redakcji (powrot.taty@gazeta.pl ): Drogi dawco nasienia, piszę do Ciebie ten list, bo cały czas mścisz się na mamie za to, że ja Ciebie ignoruję. Twierdzisz, że traktuję Cię jak śmiecia. Zastanów się jednak proszę, czy nie masz aby predyspozycji do bycia nim. Zacznijmy od tego dlaczego nie rozmawiam z Tobą – wystarczy się cofnąć do sytuacji sprzed 1,5 roku kiedy w niedzielny poranek cały dom huczał od Twoich wrzasków. O co poszło? Oj, znowu wymuszałeś seks na swojej żonie. Kiedyś już zaraziłeś ją jakimś syfem, teraz wymuszałeś. Kiedy zszedłem i spytałem co się dzieje – zacząłeś się drzeć także na mnie. Oczywiście nawrzucałem Ci i teraz nawet załuję, bo za coś takiego powinieneś dostać także porządne manto. Ale Ty byłeś na tyle odważny, żeby obrazić się i wyprowadzić aż na 9 godzin do swojego mieszkanka. Aż 9 godzin byłeś w stanie przetrwać bez pasożytowania na mamie. Po tym wróciłeś z podkulonym ogonem – czyż nie jesteś żałosny? To wydarzenie było tylko kroplą, która przelała czarę goryczy... Do dziś żałuję, że nigdy nie miałem prawidłowego męskiego wzorca, tylko faceta bez jaj, przykład nie do naśladowania. Ale było minęło, teraz sam muszę nad sobą pracować. Najgorszy w Tobie jest absolutny brak samoświadomości, buta, buractwo i chamstwo. Ile razy wyzywałeś mamę od idiotek, kretynek i tak dalej? Ile razy patrzyłeś na nią z nienawiścią, tylko dlatego, bo – w przeciwieństwie do Ciebie – coś osiągnęła i ludzie ją kochają? Każdą próbę rozmowy kwitujesz w ten sam sposób: plując się i bluzgając na innych. Jesteś agresywny i żałosny – a kim jestes? Nikim. Twoja jedyna zaleta? Że chodzisz z psami na spacer. Mama tylko dlatego Cię jeszcze nie wykopała, bo w Twoim mieszkaniu mieszka mój brat z pierwszego małżeństwa. Gdybyś wyleciał – od razu zacząłbyś się mścić. Wiesz, że nic nie znaczysz, więc pozostały Ci tylko bluzgi i mszczenie się. Nawet ze swoim bratem się pokłóciłeś, chociaż to on miał rację. Nie masz żadnych przyjaciół, a wszyscy – dosłownie wszyscy – mają Cię za butnego nieroba. Ty jednak żyjesz w swoim małym światku, w którym Ty jesteś chodzącym ideałem a Twoje przegrane życie jest winą tylko i wyłącznie innych. Tak więc drogi dawco nasienia nie miej do mnie pretensji o to, że Cię wyparłem ze swojej świadomości. A co do szacunku – pamiętaj proszę, że na każdy szacunek należy zasłużyć. Zaś jeśli chodzi o ignorowanie, to przeciwieństwem miłości nie jest nienawiśc, tylko obojętność. Sam sprawiłeś, że jesteś wszystkim ludziom (w tym mi) absolutnie obojętny. Ciekawe na kogo tym razem to zwalisz?
16:18, mwalendziewska ,
Czego nigdy nie powiesz ojcu, choć chciał(a)byś, aby o tym wiedział?
Link Dodaj komentarz » Nie używaj dziecka do walki ze mną
Z listów do redakcji (powrot.taty@gazeta.pl ): Ola urodziła się we Wrocławiu, ale jej mama postanowiła wrócić do „swojej” Warszawy. Olcia miała wtedy 3 latka. Miałem nadzieję, że mimo wszystko będziemy mogli się spotykać i spędzać ze sobą czas. Tak było przez pierwsze kilka miesięcy. Później mama zarządziła, że to ona będzie ustalać czas i terminy spotkań. To ja jeżdżę po moją córeczkę 3000 km miesięcznie żeby utrzymać kontakt. To ja zakładam kolejne sprawy w sądzie próbując uzyskać możliwość spędzenia świąt z dzieckiem. Niestety w naszym… kraju matka bez względu na to jak postępuje ma wszystkie przywileje, a ojciec jest traktowany jak zło konieczne z funkcją bankomatu. W krajach Unii do której należymy funkcjonuje prosta zasada: jeżeli strona, która ma przyznaną opiekę nad dzieckiem utrudnia kontakty drugiemu z rodziców prawo do tej opieki traci na rzecz tego rodzica!!!. Proste i podobno bardzo skuteczne. Może gdyby ta zasada zaczęła być stosowana w naszym sądownictwie, to nasze mamusie zastanawiały by się czy używać swojego podobno kochanego dziecka do walki z „byłym”? Grzegorz
czwartek, 03 stycznia 2008
Straciłam nadzieję
Z listów do redakcji (powrot.taty@gazeta.pl ): Mój tata zaginął 8 miesięcy temu. Szedł do domu z parkingu, do przejścia miał jakieś 150 m. Nie dotarł... jego samochód stoi do dziś na parkingu, bo parking nie chce go oddać... W moim sercu jest krwawiąca rana. W pracy się uśmiecham, wieczorami płaczę. Śnił mi się, że mnie widzi i przede mną ucieka... Wszyscy są pewni, że nie żyje... Ja miałam nadzieję, ale po waszym artykule widzę, że wszyscy tak mają. Nie piszcie mi, że nadzieję zawsze trzeba mieć... Ja dziś, zazdroszczę innym, że mogą przyjść na grób. Pozdrawiam... Iwona
14:14, mwalendziewska ,
Czego nigdy nie powiesz ojcu, choć chciał(a)byś, aby o tym wiedział?
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 27 grudnia 2007
Chciałabym żeby bywał, a może był
Z listów do Gazety (powrot.taty@gazeta.pl ): Witam Piękna jest ta Wasza gazetowa seria "Powrót taty". Bardzo chciałabym, aby mój syn mógł dorastać mając u swojego boku ojca, który będzie dla niego przyjacielem, partnerem, podporą i doradcą. Niestety, tak nie jest. Ojciec mojego półtorarocznego synka nie chce być tatą. Widział go wielokrotnie na zdjęciach, jakie do niego wysyłam, a w rzeczywistości raz. Kiedy mały miał 7 miesięcy, jego ojciec postanowił obejrzeć "swoje dzieło". Obejrzał i nie zrobiło to na nim większego wrażenia. Więcej się nie pojawił. Cóż za ironia losu, że syn jest tak bardzo podobny do ojca - te same oczy, broda... Ojciec nie uznał swojego syna, ja go do tego nie zmuszałam. Do pierwszego roku życia czasem zadzwonił i spytał: "Jak mały?", "Co u was?". Teraz już nie dzwoni, nie pisze, nie przyjeżdża. Nawet nie wiem, gdzie mieszka. A przecież nawet się o nic nie pokłóciliśmy, nie gniewamy się czy złościmy. Ja go nawet kocham, przecież dał mi dziecko. On po prostu zniknął i nie chce istnieć w życiu syna. Tak bardzo bym chciała, by choć czasem się pojawiał, by dawał odczuć synkowi, że jest dla niego ważny i że o nim pamięta. Bez żadnych zobowiązań, ustalania wizyt, wysokości alimentów itp, po prostu aby bywał, a może był. Co ja powiem mojemu synowi, kiedy dorośnie i zapyta, dlaczego ojciec go nie chciał? Przecież mój syn nie jest głupi, brzydki czy trędowaty. Jest zdrowy, mądry i śliczny. Dlaczego ojciec go nie chce? Dlaczego go nie kocha tak po prostu, bo jest ojcem tego chłopca? Nie wiem. Nie wiem jak mam mojemu dziecku to wszystko wytłumaczyć. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że ojciec mojego syna kiedyś zrozumie, ile stracił i odnajdzie nas, i spróbuje naprawić błedy i dogonić stracony czas z własnym synem. Czytam teksty publikowane w cyklu "Powrót taty" w Gazecie Wyborczej i...ryczę. Bo inni potrafią odnaleść swoje dziecko, pokochać. Bo dziecko, to porzucone przed laty, przynajmniej wie, dlaczego zostało porzucone. Tak bardzo bym chciała, aby mój syn kiedyś powiedział do mnie "tata wrócił!". Byłabym szczęśliwa. Ania Źle Cię oceniałam
Z llistów do Gazety (powrot.taty@gazeta.pl ): Byłeś zawsze dobrym Ojcem, takim co troszczył się o rodzinę, uczciwie i ciężko pracował, zresztą pewnie siedzący tryb pracy przy komputerze to było to, co Cię zabiło. Nigdy nie włóczyłeś się po nocach, chyba, że wracałeś bardzo późno z pracy, bo bez Ciebie nie mogli sobie tam poradzić (wiele ludzi uważało Cię za bardzo mądrego człowieka i świetnego profesjonalistę i mieli rację). Nie przepijałeś pieniędzy ani ich nie rozwalałeś, daleko Ci było do stereotypów i statystyk polskiego ojca. Ciułałeś, żeby było na naszą naukę języków, na czas studiów, na Wasze wakacje z Matką i na nasze też, bo ja jakoś nigdy nie umiałam nic odłożyć i... Kiedy byłyśmy małymi dziećmi, byłeś cudownym Ojcem, cierpliwym, mądrym, ciepłym, kochanym. Dużo nam czytałeś, uczyłeś bycia prawym człowiekiem i matematyki. A kiedy zaczęłyśmy dorastać... Nie umiałam zrozumieć, że Twoje gwałtowne reakcje i krytyka moich różnych pomysłów i opowieści to była pewnie taka próba chronienia mnie - przed czymś złym i przed moją własną szczenięcą głupotą, myślałam, że nie chcesz mnie zrozumieć, że mnie nie lubisz, że jesteś niechętnie do mnie nastawiony i uważasz, że nie mam nic mądrego do powiedzenia. Raz w życiu usłyszałam od Ciebie, że jesteś ze mnie dumny, kiedy na studiach dobrze zdałam międzynarodowy egzamin, za przygotowanie do którego i za który Ty przecież zapłaciłeś. Ale nie dlatego tylko raz usłyszałam, że kiedy indziej nie byłeś dumny, jak się później okazało, tylko dlatego, że przebieg Twojego dzieciństwa i dorastania prawie pozbawił Cię zdolności do mówienia rzeczy dobrych, przynajmniej nam, Twoim dzieciom. Gdybym kiedyś mogła powiedzieć Ci jak bardzo bardzo jest mi przykro, że widziałam tylko koniec swojego nosa, że uważałam, że więcej od Ciebie mi się należy, że nie umiałam w porę Cię polubić, że traktowałam Cię tak obrzydliwie, że uważałam, że byłeś obciachowy dlatego, że potrafiłeś i miałeś odwagę być sobą, czym budziłeś szacunek i sympatię obcych ludzi, a ja własna córka się wstydziłam, że chociaż były dziedziny, w których z kolei ja byłam z Ciebie dumna, i chociaż za różne rzeczy bardzo Cię szanowałam, to chyba nigdy Ci tego nie powiedziałam. Jakieś pół roku przed Twoja śmiercią zaczęłam trochę traktować Cię jak człowieka, zaczęłam bardziej przyjaźnie się do Ciebie odnosić, udawało nam się trochę normalnie porozmawiać, bez atakowania, raz nawet wyszliśmy razem na rower i było tak strasznie fajnie. A potem, chyba z tydzień lub dwa po tym rowerze, nagle los zmiótł Cię z powierzchni ziemi i przy Twoim stygnącym ciele chciałam tylko powiedzieć: przepraszam. I nawet teraz, kiedy z dumą o Tobie opowiadam, kiedy wreszcie zrozumiałam jakim wartościowym byłeś człowiekiem i jak bardzo się co do Ciebie myliłam i jak Ciebie tym krzywdziłam, to też myślę, że to właściwie egoistyczne z mojej strony, że zagłuszam w ten sposób własne wyrzuty sumienia, że dzięki temu wszyscy sądzą, że ładnie o Tobie mówię, to pewnie jestem w porządku. Że los mnie skrzywdził, bo zabrał mi ojca, a ja taka cierpiąca i dzielna. Tylko że ja myślę, że los to najbardziej skrzywdził Matkę, zabierając jej ukochanego Męża, a mnie... mnie to się chyba należało, bo i tak nie zasługiwałam na Ciebie. Joanna do ojca - Henryka
17:12, mwalendziewska ,
Czego nigdy nie powiesz ojcu, choć chciał(a)byś, aby o tym wiedział?
Link Komentarze (1) »
piątek, 21 grudnia 2007
Chciałbym sobie z Tobą pogadać, tak po prostu
Z listów do Gazety (powrot.taty@gazeta.pl ): Niewiele pamiętam. Kiedy mama od Ciebie odeszła byłeś schorowany, miałeś niesprawne nerki i 2-3 razy w tygodniu, zanim jeszcze wzeszło słońce, czekałeś, na krzesełku, przy wyjściu z mieszkania, na klakson karetki, która przyjeżdżała, żeby Cię zabrać do oddalonego o 120 km szpitala na dializę. Widywałem Cię takim, kiedy wstawałem w nocy do łazienki, ubranego w kraciasty płaszcz i śmieszną czapkę z daszkiem. Pamiętam jak zawsze po powrocie zmieniałeś nad muszlą klozetową przesączone krwią opatrunki – krew leciała wąską strużką, wybijając strumieniem w takt bicia Twojego serca – patrzyłem oniemiały i zafascynowany. Byłem dumny z twojej odwagi i wytrzymałości. Miałem wtedy jakieś 8 lat. Potem przestałeś z nami mieszkać. Sąd orzekł rozwód. W naszym domu pojawiało się coraz więcej mężczyzn, niektórzy byli mili, kupowali prezenty, niektórzy byli zwykłymi gówniarzami. Nasza matka zdradzała z nimi nas wszystkich. Nie opiekowała się nami. Były ważniejsze sprawy... Pewnego wieczoru pobiegłem do Ciebie przez pół miasta, kiedy jeden z "wujków" mnie uderzył. Pojechałeś tam z milicją. Na drugi dzień była Wielkanoc. Mama długo nie mogła mi wybaczyć wstydu, który jej wtedy zrobiłem. Nie miało żadnego znaczenia, że policja była wcześniej częstym gościem u nas i, że jej prowadzenie się było tematem do kpin i plotek dla prawie całego naszego małego miasteczka... Miałem 13 lat kiedy wyjechaliśmy do innego miasta, daleko. Pierwszego wieczoru, zaraz po tym, jak tragarze skończyli wnosić nasze rzeczy do nowego mieszkania stałem w oknie, płakałem i wołałem cicho, żebyś przyjechał i mnie stąd zabrał. Czasami do Ciebie jeździłem, graliśmy wtedy wieczorami w 3-5-8 albo w kierki. Miałeś już nową żonę, widywałem jak jej pomagałeś, jak przytulałeś i jaki byłeś odprężony w jej towarzystwie. Nie chciało mi się wierzyć, że byłeś takim draniem jakim opisywała Cię matka. Tym bardziej, że to ona nas raniła swoimi niedojrzałymi wyborami i całkowitym brakiem uwagi. Tęskniłem za Tobą i nie miało dla mnie znaczenia, jaki jesteś. Miałem 16 lat kiedy zadzwoniła macocha i powiedziała, że nie żyjesz. Lubiłeś robić sobie drzemki, takie 5-minutowe, po których czułeś się wypoczęty (nie mogłem pojąć jak to możliwe!). Przygotowałeś sobie leki, usiadłeś, zasnąłeś. Z tej drzemki się nie obudziłeś. Przez trzy kolejne noce budziłem się zlany potem. Goniłeś mnie w moich snach, a ja nie miałem dokąd uciekać. Potwornie wyrzucałem sobie wtedy, że nie myślałem o Tobie dobrze... Matka próbowała zawsze mówić mi o tym, że nie byłeś dla niej dobry i czuły. Ale to Ty przyjechałeś do mnie w odwiedziny na obóz harcerski – ona miała wymówkę. Byłeś chory, a przejechałeś 350 km, żeby się ze mną zobaczyć. Być może zrobiłeś to jej na przekór, żeby właśnie jej coś udowodnić, ale nie miało to dla mnie wtedy znaczenia. Chciałem Cię mieć przy sobie. To pragnienie było najsilniejsze. Odpisywałeś na moje listy, chyba nie potrafiłeś pocieszać, ale w każdym z nich dopisywałeś "Bogdan, Bogdan, trzymaj się!" Łazuki. Dzwoniłeś. Długo potem (i całkiem niedawno) dowiedziałem się, że pomimo tego, że nigdy żadnego z nas nie uderzyłeś, byłeś zimny, cyniczny i egoistyczny. I potrafiłeś poniżać jak nikt inny. Wiem - z tej strony znam Cię chyba całkiem dobrze, bo odziedziczyłem po Tobie tą ciemną część Twojej natury. Umarłeś, w tym samym czasie matka zaczęła wyjeżdżać za granicę... W dalszym ciągu nie zajmowaliśmy jej zbytnio. Byli nowi "wujkowie", jednak mniej dokuczliwi, bo zamieszkałem w internacie. Nie dokończone studia, kłopoty, brak odpowiedzialności, nadmierne skupianie się na sobie... Żałuję, że nie mieliśmy i nigdy już nie będziemy mieć okazji, żeby pogadać. Wiem, że kiedyś byłem zbyt młody, żeby właściwie ocenić, dzisiaj potrafiłbym wiele wybaczyć, tym bardziej, że znam samego siebie. Mam ponad 34 lata i 14-miesięcznego synka - nie będę wychowywał go "wbrew Tobie". Po prostu dam mu tyle miłości, czułości i uwagi na ile mnie będzie stać. Postaram się, żebyśmy byli razem. Tęsknię tato. Marcin
14:27, mwalendziewska ,
Czego nigdy nie powiesz ojcu, choć chciał(a)byś, aby o tym wiedział?
Link Dodaj komentarz » Dzięki Tobie stałam się łabędziem
Z listów do Gazety (powrot.taty@gazeta.pl ): TATA to dla mnie magiczne słowo, które od zawsze powtarzam sobie, gdy jest mi źle. Gdy przeglądam zdjęcia, na których byłam mała dziewczynką, jestem albo na jego rękach, albo on jest w moim pobliżu. Był taki wysoki, wysmukły i pewny siebie a ja taka śliczna kruszynka. W wieku szkolnym niestety nie mogłam poszczycić się urodą. Byłam takim brzydkim kaczątkiem na chudych nóżkach, uwielbiającym stać na zewnętrznych krawędziach stóp, z uporem wypinającym do przodu brzuszek praktycznie na każdym ze zdjęć, których teraz w albumie nie jest zbyt wiele bo niszczyłam je z wielką determinacją gdy podrosłam. Byłam dzieckiem psocącym, chodzącym na wagary, mającym problemy w szkole i wiecznie chorującym. A piszę o sobie tylko dlatego, że w tych sytuacjach zawsze wspierał, dodawał mi otuchy i był przy mnie mój TATA. Było Mu na pewno ciężko, bo na jego głowie było utrzymanie czteroosobowej rodziny i stworzenie warunków do godnego życia rodzinie, w której pojawiła się moja ukochana Babcia. Dojeżdżał do pracy w Gdyni a mieszkaliśmy w Lęborku. Wychodził z domu gdy jeszcze spałam a wracał kiedy już byłam w łóżku. Za to w dni wolne chodził z nami do parku, zjeżdżał na sankach, organizował wypady za miasto, na plażę do Trójmiasta, był w tym nieprześcignionym mistrzem. Mimo tłoku w autobusie zawsze zorganizował nam miejsce siedzące a szczytem marzeń było siedzieć w pobliżu maski silnika przy kierowcy i przyglądać się otwartej torbie z jednorazowymi biletami w bloczkach i sprężynowemu dziurkaczowi do biletów. Gdy znalazłam się w szpitalu w Gdyni, to właśnie Tata mnie do niego przywiózł i z niego odebrał. Przychodził mnie odwiedzać w najmniej oczekiwanych chwilach. Nie płakałam gdy było mi smutno, bo wiedziałam że za chwilę w głębokiej konspiracji przed lekarzami zjawi się TATA i pozostanie przy mnie długo, tak długo jak będzie mógł. Zawsze dotrzymywał danego słowa, dlatego jak powiedział że będzie to byłam pewna że to prawda. Nigdy mnie nie zbił, mimo że z perspektywy lat widzę że przynajmniej kilkakrotnie mi się to należało. Pamiętam jak zamknął się ze mną w pokoju, w którym miała dosięgnąć mnie zasłużona kara i trzepał paskiem w fotel a mnie kazał krzyczeć. Zagrałam wówczas najlepszą rolę swojego życia. To była nasza tajemnica przed Mamą i siostrą. Czy rzeczywiście była to tajemnica ? czy Rodziców sposób na moje wychowanie. Dzisiaj ktoś powie, że to niezbyt pedagogiczne zachowanie – dla mnie jako dziecka to była wielkość mojego Taty i jego ogromna miłość. Pamiętam wywiadówki w szkole podstawowej gdy groziło mi pozostanie w tej samej klasie. Nigdy się ich nie bałam. Nie rozumiałam dlaczego moje koleżanki nie mają odwagi powiedzieć rodzicom o zebraniu. Ja mówiłam i wiedziałam, że na zebranie pójdzie TATA. Zawsze mnie bronił w rozmowach z nauczycielami, nie krzyczał na mnie w domu, tylko siadał i tłumaczył jak ważna jest nauka, pomagał mi wspólnie z moją o rok starszą siostrą przebrnąć przez zawiłe i niezrozumiałe zadania fizyczne i matematyczne. Za to wszystko co było złe – w porównaniu z cudownym dzieckiem jakim była moja siostra – otrzymywałam zwielokrotnioną miłość mojego TATY. On wielokrotnie powtarzał że to wszystko minie i nawet nie zauważę kiedy stanę się łabędziem. Dzisiaj chcę Mu powiedzieć, że Jego ogromna miłość i wiara we mnie dała mi siłę na całe moje życie. To moi Rodzice stali przy mnie gdy z 10-letnią córką i 14-letnim synem zostałam sama po śmierci męża. Dzisiaj córka kończy 23 lata. A ja cieszę się że mimo dwóch operacji, ratujących życie mojemu Tacie mogę powiedzieć, bądź z nami jak najdłużej i poprowadź swoją wnuczkę do ołtarza w dniu jej ślubu KOCHANY TATO. Rzeczywiście jestem łabędziem TATO.
14:22, mwalendziewska ,
Czego nigdy nie powiesz ojcu, choć chciał(a)byś, aby o tym wiedział?
Link Dodaj komentarz » Czy można kochać za mocno?
Z listów do Gazety (powrot.taty@gazeta.pl ): Dzięki Waszej nowej Akcji Powrót Taty, na nowo odżyły wspomnienia sprzed 18 lat, gdy byłam małą dziewczynką, kiedy pod bacznym okiem Taty bawiłam się na podwórku, zawsze czekał na mnie, przychodził, pocieszał, całował stłuczone kolano. Był ze mnie dumny, kiedy byłam pasowana na ucznia pierwszej klasy podstawówki... A teraz wszystko legło w gruzach jakieś 10 lat temu, pojawili się nowi partnerzy rodziców, a ze strony ukochanego Tatusia zaczęła płynąć nienawiść. Czym w tym wszystkim zawiniłam - nie wiem, być może istnieniem. Teraz jestem studentką i poprzez drogę sądową walczę z ojcem o podniesienie alimentów, które sąd ustalił w roku 1994r. Niedorzeczne prawda? A jednak, cała moja miłość, którą czułam do mojego ojca, mimo jego niechęci odbija się teraz na mnie ze zdwojoną siłą. Czy zasłużyłam sobie? Nie wiem, ale zdaniem mojego Ojca, jestem nic nie wartym człowiekiem, a to że powstałam z jego nasienia to nie ważne, jak sam to powiedział. Nic nigdy nie zabolało mnie mocniej, ponieważ na samo wspomnienie jego osoby zamiast negatywnych myśli, pojawiają się łzy w oczach. Czyżbym kochała za mocno własnego ojca???
11:52, mwalendziewska ,
Czego nigdy nie powiesz ojcu, choć chciał(a)byś, aby o tym wiedział?
Link Dodaj komentarz » |